Co to znaczy dobry tata?

Postanowiłem, że zostanę dobrym ojcem, gdy tylko zaczęliśmy planować z żoną dziecko. Dopiero potem zacząłem sobie zadawać pytanie, co to właściwie znaczy.

Wychowałem się bez ojca, więc nie miałem od kogo nauczyć się, jak być dobrym tatą. Dlatego męczyłem „dzieciatych” przyjaciół tak długo, aż udało mi się zrobić przy ich pomocy listę cech, które uznałem za najważniejsze dla każdego ojca. Oto ona:

Dobry tata…

… jest obecny w życiu dziecka.
Nie chodzi tylko o to, że nie opuszcza rodziny i nie wyjeżdża na drugi koniec świata. Rzecz w tym, by być w życiu dziecka na co dzień, nie opędzać się od niego, obserwować je, cieszyć się jego obecnością, robić z nim różne fajne rzeczy. „Pamiętaj, że czas płynie bardzo szybko i że nie da się go cofnąć. Jeśli nie zbudujesz więzi z małym brzdącem, nie dogadasz się z nastolatkiem” – usłyszałem od jednego z przyjaciół. Inny znajomy tata dodał, że ważne jest jeszcze jedno: by być przy dziecku, chronić je i towarzyszyć mu także wówczas, gdy maluch jest nie do zniesienia albo gdy pojawia się jakiś problem.

…nie udaje mamy.
Fakt, że każdy tata powinien dać sobie radę z pieluchą, usypianiem czy kąpielą nie oznacza, że musi robić wszystko dokładnie tak samo jak mama. Dziecko potrzebuje obojga rodziców, a to, że są inni, inaczej się z nim bawią, na co innego zwracają jego uwagę, czego innego uczą, to zaleta, nie wada.

…akceptuje dziecko takie, jakie jest.
Niektórzy z nas chcą, by ich dzieci, zwłaszcza synowie, byli ich wierną, choć oczywiście ulepszoną, kopią, by na przykład tak jak oni kochali sport i tryskali energią. Dobry tata rozumie, że każdy człowiek jest niepowtarzalny i że dziecko ma prawo w niczym nie przypominać rodzica ani nie podzielać jego zainteresowań.

…podnosi poprzeczkę rozważnie.
Jedną z ról ojca jest zachęcanie malucha do podejmowania nowych wyzwań. I bardzo dobrze, bo to uczy odwagi i samodzielności. Dobry tata musi jednak pamiętać o tym, że podnoszenie poprzeczki powinno odbywać się stopniowo, by dziecko było w stanie sprostać wymaganiom. „Obserwowałem na placu zabaw ojca, który zmuszał trzęsące się, zapłakane dziecko, by weszło na najwyższą zjeżdżalnię, bo inne dzieci to robią i wcale się nie boją. Tak nie wolno, ono jeszcze nie było na to gotowe” – opowiedział mi jeden z przyjaciół. Wezmę to sobie do serca.

…nie bije, nie upokarza.
Ranić można na wiele sposobów: i pasem, i słowami. Już przed rozmowami z przyjaciółmi wiedziałem, że nigdy przenigdy nie podniosę ręki na swoje dziecko (coś takiego w ogóle nie mieści mi się w głowie), ale dzięki nim uświadomiłem sobie, że trzeba uważać także na to, co się mówi. Obraźliwe i niesprawiedliwe słowa typu: „Ty niezdaro!”, „Ty bekso” zostają z dzieckiem na zawsze i podcinają mu skrzydła.

…jest wzorem mężczyzny.
„Traktuję Miśkę z szacunkiem, bo chcę, by wiedziała, że właśnie tak powinna być traktowana przez mężczyzn, których kiedyś spotka w swoim życiu” – usłyszałem od taty córki. „Mam świadomość, że Kacper i Tymek uczą się ode mnie nie tylko wtedy, gdy próbuję im coś przekazać. Obserwują mnie nieustanie, dlatego staram się postępować tak, by móc być dla nich przykładem” – powiedział mi tata dwóch synów.

…potrafi się przyznać do błędu.
Mój znajomy miał kiepski dzień i naburczał na sąsiada przy dzieciach. Potem tłumaczył im, że zrobił źle, bo nikogo nie powinno się tak traktować. „Nie bałeś się, że przyznając się do błędu, stracisz autorytet?” – zapytałem. „Nie – odpowiedział. – Straciłbym go, gdybym tego nie zrobił”.