10 rzeczy, które pomogły mi podczas pierwszych dni z dzieckiem w domu

Pierwsze dni z noworodkiem w domu nie są łatwe. Co może Ci pomóc?

Gdy przyjechałam z synkiem ze szpitala do domu, wpadłam w panikę. "Rany, i co ja mam teraz zrobić?" – myślałam gorączkowo. Byłam obolała po porodzie, niewyspana (nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie będzie z tym lepiej) i chociaż przeczytałam mnóstwo poradników, miałam w głowie pustkę – wspomina Beata, mama półrocznego Bartka. – Ale dałam sobie radę i podpowiem Ci, co mi w tym pomogło:

1. Dodatkowa para rąk

Na początku wszystko robiłam razem z mężem: wspólnie kąpaliśmy Bartka, na zmianę nosiliśmy itd. Gdy nabrałam wprawy, radziłam sobie sama, ale na początku taka współpraca była dla mnie wybawieniem.

2. Kontakt z położną

Miałam ogromne kłopoty z karmieniem i bardzo bolały mnie brodawki. Jeden telefon do zaprzyjaźnionej położnej rozwiązał ten problem: okazało się, że mój synek chwyta pierś zbyt płytko.

3. Telefon do przyjaciela

Bartka dopadły potworne kolki, więc godzinami płakał. Czasem w czasie takiego koncertu miałam naprawdę dość. Gdy w końcu zasypiał, dzwoniłam do przyjaciółki, która takie przeżycia miała już za sobą. Płakałam w słuchawkę, a ona mówiła zwyczajne rzeczy, na przykład "Daj spokój, to normalne. Minie!" Pomagało.

4. Robienie notatek

Przez kilka pierwszych tygodni po porodzie byłam tak niewyspana i przejęta nową rolą, że wszystko mi się myliło. Czy Bartek robił już kupę? Dałam mu witaminę D czy nie? O której go karmiłam? Ile razy w nocy się budził? Notatki pomogły mi się nie pogubić, a także lepiej poznać własne dziecko, np. odkryć, że jego pobudki są dość regularne.

5. Święty spokój

Gdy urodził się mój synek, wszyscy chcieli go poznać, co oczywiście było bardzo miłe, ale… Najpierw przyszli moi rodzice, potem teściowa, po niej siostra męża z dwojgiem dzieci. Podczas trzeciej z rzędu wizyty marzyłam tylko o tym, by goście już wyszli. Gdy zadzwoniły do mnie koleżanki z pracy z pytaniem, kiedy i one mogą nas odwiedzić, powiedziałam "Zapraszam za 3 tygodnie". Żałuję, że nie wpadłam na to wcześniej, bo pierwsze dni nie są najlepszym czasem na przyjmowanie gości.

6. Wyłączona komórka

Dźwięk dzwonka w moim telefonie zawsze stawiał mnie na równe nogi: niezależnie od tego, co właśnie robiłam, czułam, że muszę (natychmiast!) odebrać telefon i denerwowałam się, gdy to było niemożliwe. Po urodzeniu dziecka dokonałam wielkiego odkrycia: wpadłam na to, że telefon można po prostu wyłączyć ;-). Dzięki temu mogłam się skupić na tym, co właśnie robię.

7. Chwila tylko dla mnie

Ktoś powiedział mi kiedyś, że gdy się nie dba o siebie, nie da się dobrze zadbać o innych, bo trudno wtedy skupić się na czymś poza własną frustracją. Wzięłam to sobie do serca. Umówiłam się z mężem, że każdego dnia będę mieć chwilę tylko dla siebie. Brałam wtedy prysznic, rzucałam okiem na książkę albo nie robiłam nic szczególnego, po prostu odpoczywałam.

8. Poczucie humoru

Nękany kolkami Bartek krzyczał tak rozdzierająco, że zaczęliśmy mówić na niego "Caruso" (od Enrico Caruso – króla tenorów). Pomogło, bo przecież lepiej się śmiać, niż płakać.

9. Ulubiony serial

Byłam zmęczona, ale nie mogłam się zdrzemnąć, bo wciąż mnie nosiło. Gdy tylko dziecko zasypiało, zabierałam się za porządki, chociaż wcale nie były konieczne. Żeby tego uniknąć, zaczęłam oglądać seriale. To był strzał w dziesiątkę: w połowie odcinka zasypiałam na kanapie.

10. Głębokie oddechy

Gdy działo się coś nieprzewidzianego (np. mały płakał dłużej niż zwykle albo nie wiedziałam, jak coś zrobić), wpadałam w panikę. Siadałam wtedy z dzieckiem w ramionach na fotelu i starałam się głęboko oddychać. Brzmi banalnie? Być może. Ale pomaga.